piątek, 30 września 2011

Toskania



WYCIECZKA  DO  TOSKANII


Wyjazd do Toskanii rozpoczęliśmy  z  Zakopanego. Była połowa września 2011 , przyjechałam z Warszawy rankiem.  Zakopane przywitało mnie piękną pogodą, słońce, ciepło i Giewont widziany z każdej strony.I te chaty góralskie coraz piękniejsze. Bajka , po prostu bajka. Sama przyjemność  być tu i patrzeć. Szkoda że mało czasu . Po południu wyjeżdżamy  do Toskanii.
Autobus  kieruje się do granicy ze Słowacją. Punkt graniczny / skromny zresztą/ , opuszczony , bez żywej duszy, choćby żołnierz, policjant, nikogo. Tylko domy inne, koniec  chat góralskich. Domki jednorodzinne jak z pod Warszawy. Jesteśmy  na Słowacji.
Za szybą  autobusu  prześlizguje  równie piękny jak nasz krajobraz .Górzysty teren , zieleń i te zamki na szczytach gór . Szczególnie piękny Zamek Orawski .Niestety mogłam tylko oko nacieszyć , bo w pędzącym autobusie moim aparatem trudno było zrobić czytelne zdjęcie. Był już wieczór  kiedy mijaliśmy obwodnicą Bratysławę .Przepyszny widok rozświetlonego miasta  i wspaniałego Zamku Bratysławskiego górującego nad miastem. Za chwilę byliśmy już w Austrii .Stacja benzynowa, gdzie wyszliśmy na siusiu była tuż przy granicy. Kiedyś  solidna,dzielnie broniąca dostępu do lepszego świata, dziś opuszczona , cicha.  Tylko napisy w j. niemieckim na sklepiku stacji mówią nam, że właśnie jesteśmy w Austrii. Kierowców mamy doskonałych, autobus jedzie cicho i szybko, tylko postoje na papierosa i toaletę dają nam orientacje  gdzie jesteśmy. Cisza, spokój, beztroska, żadnych zatrzymań , pytań. W mojej emeryckiej głowie zaświtała myśl- to ta dobra strona wolności- spokój.
Ale natychmiast przyszła druga myśl- wolności gdzie każdy może bez przeszkód wyjechać za chlebem, bo ta wolność zabrała nam pracę.
Było ok. trzeciej  w nocy kiedy zatrzymaliśmy się na granicy Włoskiej. O ile przy poprzednich granicach sklepiki z barkiem były do siebie podobne wielkością  i skromnością,  to tu nagle  wszystko było duże, wielkie czekolady, upominki i  makarony –muszle ogromne. Mocne światło, zapach ciasta rozbudziły nas ,a nawet niektórych zachęciły do wypicia kawy. Byliśmy w Kraju przeznaczenia , ale do miejsca przeznaczenia dzieliło nas jeszcze 6 godzin.cdn.