W Tel Avivie ,była wielka knajpa nad samym brzegiem morza "Delfinarium" gdzie za kilka szekli wstępu i jednego drinka , bawiliśmy się do rana.Wszyscy ,Izraelczyk , Rumun, Polak, wszyscy.Grała orkiestra , właściciel stary Rosjanin, mówiący też po Polsku, robił cudowny kabaret, celebrował na scenie wszystkie święta wszystkich narodów , a wszyscy bawili się razem cudownie. Każdy tu coś znalazł- żonę lub kochankę. Rozmowy ciągnęły się do świtu na plaży lub w drodze z Jaffo do Tel Avivu.To był piękny okres. To był okres, kiedy żył premier Icchak Rabin, nie było łapanek a sympatyczni policjanci podwozili czasem po drodze do domu.Kraj piękny, Kraj gościnny.Tak było.
A potem Izraelczyk zabił Izraelczyka Icchaka Rabina, a palestyński samobójca wmieszał się w tłum młodzieży obok "Delfinarium', zabijając bardzo dużo bardzo młodych ludzi i nic już nie było jak dawniej.Nastał czas kiedy nie było knajpy, przestało być miło i gościnnie, rozpoczynał się czas łapanek...ale o tym jeszcze napiszę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz