Będąc za granicą ciężko jest porozumieć się znając tylko język polski.Ja jadąc do Izraela nie znałam żadnego języka, no może rozumiałam rosyjski , bo za moich czasów uczono go w szkole.Okazało się, ze chociaż minęło prawie pół wieku od tego czasu, to rozumiałam rosyjski, gorzej było z mówieniem.Na szczęście, klasa jak ja to określam średnia tj pracująca w szpitalach, sklepach,na poczcie, czy domach starców , pochodziła z Rosji - przybyło ich tu po '89 r milion. Tak naprawdę nie byli oni z Rosji ,ale z Ukrainy,Litwy,Gruzji.Oburzali się pytanie-Tu Rosjanka? Nie!
Kiedy mieli już możność emigrowania, masowo opuszczali swoje domy, sprzedawali cały dobytek i jechali do Raju - Izraela.Po przybyciu przez pół roku dostawali wszystko i naukę języka a potem parę groszy na początek i szli na własny rachunek.Przyjeżdżała głównie inteligencja, ludzie co osiągnęli sukces w swoim życiu. Poznałam wybitnego lekarza, dyrektora cyrków, architektów, ciekawych ludzi. Myśleli że szczęście złapali.A tu okazało się, że są za starzy, za słabo znają język, lub nie ma dla nich pracy. Depresja, żal i tęsknota za tym co mieli.Dostali bilet w jedną stronę i nie mieli powrotu. Pracując w Domu starców , słuchałam ich opowieści o tym co stracili i jak się czują ,kiedy tu ich szczyt możliwości, to zmiana pieluch.Ich pokolenie stracone, ale dzieci i wnuki zawładnęły najlepszymi szkołami i uniwersytetami. Jadąc w kierunku uniwersytetu w Tel Avivie słyszałam tylko język rosyjski. Tak jak kiedyś polscy Żydzi zawładnęli Kneset, tak teraz przyjdzie kolej na rosyjskich.Jestem tego pewna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz