przyjechałam do Izraela w latach 90-tych ubiegłego wieku / jak to poważnie brzmi / , kiedy urosło już nowe pokolenie b. dobrze wykształconych i zamożnych młodych ludzi, jednocześnie bezradnych w domu.Starsze pokolenie stało się na tyle bogate, że mogło pozwolić sobie na "metapelet"- opiekunkę. Pracy więc było dużo.Tu mąż nie zajmuje się domem- nie ma kłótni o nie wbity gwóżdż , czy cieknącą pralkę. Jest tak :praca w pracy a w domu: ogrodnik, sprzątaczka i inne "fachy" na zamówienie. Ile pretekstów do kłótni odchodzi. .Pracy dużo na każdym polu , więc i przybyszów z Afryki, Rosji, Polski i Filipin też dużo. Wszystkich witano radośnie.żadnego strachu, sprawdzania dokumentów, legalności.W soboty -bo to wolny dzień od pracy, siedząc na balkonie patrzyłam z zachwytem na pięknie ubrane afrykańskie kobiety idące do kościoła. W niedzielę kościół w Jaffo pełen Polaków, wspaniały ksiądz Grzegorz był wszystkim: Księdzem, tłumaczem, pośrednikiem od wszystkiego, adwokatem . Był ważniejszym niż nasza ambasada.Ksiądz z powołania, wspaniały człowiek. co tam mówię był, jest chociaż już wiekowy i teraz pomaga mu drugi Ksiądz.
Ksiądz Grzegorz urodził się w rodzinie żydowskiej , mieszkał w małej miejscowości. Pewnego dnia a było t o w czasie wojny wybiegł z domu bo o coś pogniewał się na mamę, pobiegł do lasu / był małym chłopcem /. W tym czasie przyszli Niemcy wyprowadzili wszystkich mieszkańców i zamordowali.
Chłopcem zaopiekowały się Zakonnice .Po wyzwoleniu postanowił zostać Księdzem. Potem poprosił o misję w Izraelu i zamieszkał w Tel Avivie. Mieszka bardzo skromnie -ale to Ksiądz z powołania / , miał stary samochód,i składaliśmy się na antenę satelitarną dla Niego. Cudowny Ksiądz Grzegorz z którym do końca mego tam pobytu odwiedzałam Betlejem - Ksiądz ubierał się w szaty Prałata - wojsko Izraelskie nie śmiało sprawdzać nas na granicy przy wielkim murze z Palestyńczykami. Tam się chodziło do kościoła ,bo Ten Człowiek tworzył tam atmosferę , klimat miłości i pomocy bliżniemu..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz