Figline Valdarno,
urocze miasteczko w Toskanii w regionie Chianti / wina /, przywitało nas o 9:00, ale my pojechaliśmy na wzgórze u którego podnóża Ono było. Na samym szczycie rozpościerał się ogromny camping. Uroczy jak się okazało i samowystarczalny - sklepy, restauracje, baseny dla dzieci i dorosłych, sauna, jakuzzi, siłownia. Po prostu spełniało potrzeby każdego. Dodam jeszcze że pełno w nim było Polaków z dziećmi.W okół niego rosną drzewa oliwne , nie był widoczny z dołu.Na campingu starannie dobrana roślinność cieszyła oko.
Domki maksymalnie wyposażone , nawet w naczynia
Spacer do miasteczka to prawie godzina, ale warto, jedna stroma uliczka z domami szczelnie zamkniętymi żaluzjami, upał, wszystko sprawiało wrażenie - nikt tu nie mieszka. Cudownie. Po drodze zaciekawił mnie tutejszy cmentarz.Niezbyt duży, bardzo skromne nagrobki, ale nawet nie to. zaciekawiły mnie "domy" z urnami, naprawdę wyglądały jak małe miasteczko, szczególnie w nocy -były pełne świateł. W dzień okazało się, że przy każdej pali się elektryczne światełko. Nie widziałam świec. Całość przytulna, skromna. z małą kapliczką.
Wrócę jeszcze do campingu. Podobała mi się jeszcze dbałość o psy i o dzieci.
Zobaczcie sami czy nie urocze?
Camping stał się naszą bazą . Miejsce sprawiło że było blisko do San Gimignano, Certaldo, Pienzy, Sieny, Pistoii, Pizy, Anghiary, Florencji i choć daleko ale musowo do Rzymu. Opowiem co widziałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz